Internet pokochałem od pierwszego wejrzenia

Był rok 2000. Liceum. Sala informatyczna. Monitory, które dziś nazwalibyśmy ciężkimi i masywnymi, wtedy były dla mnie oknem.

Do świata?

Powiedziałbym, że do innych ludzi.

Ryzykując więc oblanie informatyki, chłonąłem kolejne strony zespołów muzycznych znanych i nieznanych, blogów młodych ludzi z bliska i daleka, forów internetowych na których toczyły się dyskusje w konwencji jak-równy-z-równym.

Zwykli ludzie mogli publikować swoje myśli. Tworzyć. Pisać. Pokazywać rzeczy. I ktoś po drugiej stronie mógł to zobaczyć. To było rewolucyjne. Kulturowo. Technologicznie. Politycznie.

Internet nie był jeszcze wszechobecny – trzeba było do niego usiąść.

I może właśnie dlatego coś znaczył.


Techno optymista bez mobilnego Internetu w kieszeni

Byłem ostatnią osobą jaką znałem, która zainstalowała sobie Internet w telefonie. Byłem też ostatnią osobą jaką znałem, która założyła sobie Facebooka – pierwsze prawdziwie powszechne social medium w Polsce. Do jednego i do drugiego czułem jakiś wewnętrzny opór.

Nie jestem technofobem ani luddycznym konserwatystą. Nie boję się nowości. Kiedy pierwszy raz zobaczyłem, jak ChatGPT generuje działający kod – poczułem coś znajomego. Ten sam błysk w oku, jak przy pierwszym kontakcie z Internetem.

To samo „co tu się właśnie wydarzyło”.

To nie jest manifest przeciwko technologii. To jest manifest przeciwko formatowi, który wszystko spłaszcza. Przeciwko wzorcom zachowań i nawykom, które nie służą. I przeciwko trendom, które traktowane są jako prawdy objawione.


Zalety sieci w kieszeni

Fajnie mieć w telefonie: mapy Google, aplikację Jak Dojadę i coś do odtwarzania muzyki. I na tym pozwolę sobie zamknąć listę. Niczego więcej z Internetu nie potrzebujesz będąc poza domem.

Aplikacje do odbierania maili? Być może.

Choć z mailami zdrowiej byłoby poczekać na powrót do biura lub do domu – jeżeli pracujesz w domu.


Obrazki na klaustrofobicznych, małych ekranikach

Bardzo chciałbym, aby ktoś uświadomił mnie, od kiedy oglądanie obrazów na małym, kilku centymetrowym ekraniku – obrazów ruchomych i nieruchomych – jest lepsze, niż oglądanie ich w większym formacie?

Ludzie przez dekady fatygowali się, by wyjść z domu, żeby obejrzeć film na WIELKIM EKRANIE. Było nawet takie określenie: film wszedł na wielkie ekrany!

To było wydarzenie. Skala miała znaczenie. Obraz miał ciężar. Czas miał swoją długość.

Dziś oglądamy to wszystko w dłoni. W biegu. W tramwaju. Między jednym powiadomieniem a drugim. Obraz stał się czymś, co się przewija.

Owszem wyświetlacze telefonów mają gęste piksele i obrazy są ostre jak żyleta. A jednak fotografie innych ludzi wolałem do niedawna oglądać w desktopowej wersji Instagrama. Po tym, jak algorytmy zaczęły działać na niekorzyść artystów, rzadko już tam zaglądam.

Swoje własne zdjęcia zrzucam na komputer lub wywołuję je. Ekran telefonu traktuję tak, jak kiedyś traktowało się kliszę fotograficzną, która choć malutka, to trzymana pod światło, dawała podgląd fotografii.


Strony internetowe na komórce to koszmar

Jako projektant webowy, chciałbym powiedzieć, że strony internetowe na ekranie komputera potrafią być dziełem sztuki. Jest tam dużo przestrzeni – projekt ma oddech. Są niesamowite możliwości kompozycyjne, animacyjne i interaktywne.

Jest między Tobą a treścią coś jeszcze. Kursor. Mały znak obecności. Kursor wprowadza do doświadczenia interaktywność – bez klikania w cokolwiek, samo „najechanie myszką” odkrywa elementy strony, rozwija je, obraca, podświetla dodatkowe komunikaty (tzw. hover interactions).

Na telefonie tego nie ma. Strona zostaje ogołocona z tej interaktywnej warstwy. Pozostaje tylko dotykanie ekranu tłustym palcem.

Mobile zabiera nie tylko przestrzeń. Zabiera różnorodność.

Pojedyncza kolumna tekstu przeplatana grafikami, na górze po lewej logo, po prawej hamburger menu – większość stron na mobile'u wygląda podobnie.

Szerokość kolumny tekstu na telefonie jest daleka od bycia optymalną. Optymalną czyli nie za szeroką, abyś po dojechaniu do końca linijki przeskakując wzrokiem na początek pierwszej, nie gubił się w ich kolejności. Ale również nie za wąską, abyś nie musiał skakać wzrokiem co kilka słów, z linijki na linijkę, co szybko męczy oczy. A z tą drugą sytuacją mamy do czynienia w smartfonach.

Wszystko staje się jedną wąską kolumną. Jednym rytmem.

Jednym gestem: przewiń.

To nie jest projektowanie. To jest kompresja.


Format pionowy video

Próbowałem to robić na Instagramie i po kilku próbach zbuntowałem się – choć wcale nie jestem reakcjonistą z natury. Nikt nie przekona mnie, że pionowy format filmów jest bardziej atrakcyjny kompozycyjnie lub bardziej naturalny dla ludzkiego mózgu.

Oczy też masz pionowo rozmieszczone na twarzy? Oczy pionowo w miejsce nosa a nozdrza po bokach – czy tak ma wyglądać trajektoria ewolucji homo sapiens?

Zawsze popierałem nowość i eksperyment w sztuce i technice. Ale może uznamy, że niektóre eksperymenty bywają nieudane? Że niektóre trendy są niemądre? Coś się we mnie spina za każdym razem, gdy proszę kogoś: zrób mi zdjęcie, albo: nagraj mnie i widzę, że osoba trzyma telefon pionowo. Ten odruch trzeba wykorzenić w ludziach!

Pionowy plakat – na ogół spoko! Pionowa fotografia – czasem spoko. Pionowy film – zazwyczaj nie spoko. Ananas na pizzy spoko, truskawka już nie koniecznie.


Prawda o cyfrowej szprycy

Jeżeli konsumowanie Internetu, tekstu i obrazu na telefonie jest gorszym doświadczeniem niż konsumowanie go przed komputerem, to co sprawia, że projektanci i developerzy muszą tworzyć strony i aplikacje z myślą o mobile'u jako priorytecie?

Odpowiedź: statystyki użytkowania. Wciągające algorytmy mobilnych aplikacji i ich infinite scroll, nieustanne odgłosy powiadomień i uzależnienie od bodźców na zawsze odmieniły Internet i World Wide Web.

Jesteś na behawioralnej smyczy.
To nie Ty konsumujesz, ale jesteś konsumowany.
To nie Ty współtworzysz Internet, ale jesteś pasywnym tworzywem, w którym ktoś inny rzeźbi. 


Strona którą czytasz, NIE jest responsywna

To jest mój bunt przeciwko estetycznej klaustrofobii kilku centymetrów kwadratowych małego ekraniku i choremu dogmatowi, że każda strona musi mieć swoją wersję mobilną.

Ta strona ma swój konkretny format.
Tak jak książka.
Tak jak kino.
Tak jak plakat.
Jeśli tu jesteś – to znaczy, że usiadłeś.
Masz czas.
Jesteś obecny.

Ta strona odmawia pionowego formatu - nie poczytasz jej na telefonie.

Nie zwężaj okna przeglądarki - jej responsywność ma swoje granice.